opinie.positor.pl

Jesienne „akcje” i atrakcje

Jesienne „akcje” i atrakcje co roku wyglądają podobnie. I tylko czasem się zastanawiam czy tak jest tylko w mojej okolicy, czy wszędzie. Jeśli chodzi o akcje, to – mimo chłodu i deszczowej pogody – są na hura naprawiane drogi i chodniki, bo nagle się okazuje, że w budżecie gminnym została kasa, którą szybko trzeba wydać. I zwykle nie chodzi o porządne załatwienie sprawy, tylko o wydanie pieniędzy i zrobienie tak, aby przez chwilę ładnie wyglądało. A że za chwilę będzie zima i wiadomo, że jeśli nawet nie śnieżna, to przynajmniej trochę mroźna, więc „odwalona” robota szybko się zbuntuje i zacznie pękać, to szczegół. Najważniejsze, żeby budżet opróżnić przed końcem roku. W ogóle mam wrażenie, że jesienią budowlanka rusza z kopyta. Nie chodzi mi tu o duże inwestycje realizowana w ramach nowe mieszkania Wrocław, ale o mniejszych deweloperów stawiających pojedyncze domki, szeregówki czy mini – osiedla. Jak się latem koło takich przechodzi to niewiele się dzieje. Robotnicy krążą znudzeni jak muchy, a jak akurat mają to szczęście, że na działce znajduje się jeszcze jakieś drzewo, to wylegują się pod nim nierzadko z piwkiem. No a jesienią wszyscy sobie nagle przypominają, że jest coś takiego jak terminy i trzeba szybko, szybko nadgonić pracę. Więcej akcji mają też służby oczyszczające studzienki, bo wiadomo – liście. Czasem zapcha toto rynny, czasem rury. No a właściciele czworonogów mają swoje akcje z kąpaniem ich po spacerkach…

Mamy też trochę jesiennych atrakcji. Urocze są nie tylko kolorowe liście na drzewach, ale także spadające orzechy, grzyby w lasach, błyszczące krople wody na pajęczynach, tęcze, zapach jesiennej herbaty z imbirem, cynamonem, goździkami, cytryną i miodem, świeczka zapalona ciemnym wieczorem, „szurające” spacery po lesie, zbieranie żołędzi dla dzików, kolorowe szaliczki i apaszki. Co roku korci mnie, żeby zacząć się hartować i w końcu, po jakimś czasie oczywiście, zostać morsem. Ale chyba nie jest mi to pisane… Za bardzo lubię przyjemne ciepełko. W ogóle odnoszę wrażenie, że przez ogrzewanie, które teraz mamy (pozwalające ustawić stałą temperaturę) i klimatyzację, ludzie są mniej odporni na zmiany temperatur. Szybciej marzniemy, szybciej się przegrzewamy… A później też szybciej chorujemy. Efekt cywilizacji.